poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 2

Obejrzałam wywiad do końca. I W pewnym momencie nawet nie wiem, którym zaczęłam płakać. Z jednej strony współczułam Michaelowi. Nie wiedziałam dużo na jego temat.
Czas najwyższy się dowiedzieć.
Wyłączyłam telewizor i udałam sie do kuchni. Posprzątałam po sobie, po czym poszłam do przedpokoju po moją torbę i Mp4, przechodząc przez salon wzięłam laptopa, po czym udałam sie do swojego pokoju. Torbę rzuciłam w kąt a laptopa i mój odtwarzacz położyłam na łóżku. Podeszłam do szafy wyciągnęłam swoją piżamę, i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę, swoje włosy związałam w kucyka, i weszłam do mojego pokoju. Spojrzałam na zegar ścienny. Wskazywał 22, a rodziców jeszcze nie było.
Czyli norma.
Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana laptopa, po czym wyszukałam coś o Michaelu.
Nawet nie zauważyłam, kiedy minęła druga w nocy. Byłam tak zaczytana na temat Michaela, że nic się nie liczyło. W końcu przetarłam zmęczone oczy, i wyłączyłam laptopa kładąc go na szafkę nocną. Wyłączyłam lampkę i udałam się do krainy snów.


Po długiej dla mnie nocy. Wręcz można powiedzieć koszmarnej, udałam sie do szkoły. Nie zmrużyłam nawet na chwile oka. Ciągle widziałam te oczy Michaela przed swoimi. Do tego te rzeczy, które przeczytałam. Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć.
„, Co cię to interesuje. Nigdy sie nim nie interesowałaś"- mruknęła podświadomość.
Ubrałam sie dziś w czerwoną koszulę w kratę, czarne rurki i czarne glany. Niestety ubrałam niedobrane skarpety. Jestem geniuszem. Zasługuje na nobla za głupotę.

- A ty, czemu wyglądasz jakbyś ledwo, co z grobu wyszła?- Zapytała Paris.
- Całą noc myślałam o Jacksonie.- Mruknęłam siadając do ławki- Oglądałam z nim wczoraj wywiad.
- Po jaką cholerę.
- Tak sobie.
- To idiota, który się wybielał- fuknęła siadając do ławki.
- Uważaj na słowa ruda małpo- warknęła Jessica.
Zaczyna się
Podparłam się o rękę. Wiedziałam, ze znów zaczną się kłócić. Tak to jest, gdy fanka i antyfanka jednej osoby spotkają sie w jednym miejscu.
- Zaczyna się- mruknął ktoś za mną. Odwróciłam sie wtedy zobaczyłam Jessiego.
- Ta.. I tak szybko sie nie skończy.
- Współczuje- uśmiechnął się szeroko.
- Czemu ja musze siedzieć koło nich?- Wzruszył ramionami.- Dziewczyny dajcie spokój- zwróciłam sie do nich.
- Jackson to pedał.
 - A ty dziwka spod latarni!
- Zamknijcie mordy!- Wrzasnęłam, a wtedy do sali wszedł nauczyciel słyszący nasza kłótnię.
- Roberts, Smith, Olivers do dryektora.
Wypuściłam powietrze z ust. Wstałam, wzięłam swoją torbę i udałam się do dyrektorki.
***
- To ona zaczęła!
- Nie, bo ona!
Przekrzykiwały się u dyrektorki. Ja natomiast grzecznie siedziałam na krześle.

- Możecie przestać?- Zapytałam zirytowana.
- Lili, o co znów poszło?- Zapytała dyrektorka.
- Powiem tak. Fanka spotkała się z antyfanką i zrobiła sie afera.
- Nie wtrącaj się- mruknęła Paris.
" Uważaj Roberts. Jesteś na celowniku fanki i antyfanki. To może zaboleć".
- Drogie panie nadal nie rozumiem.
- Ja też nie rozumiem. Kłócą się o byle, co.
- Ta małpa go obrażała.
- Bo zasługuje na to!
- O kogo chodzi?
- Michaela Josepha Jacksona- oświadczyłam głośno wzdychając- Dziewczyny mają odmienne zdanie na jego temat i nie umieją się dogadać.
- Dziewczyny czy to prawda- popatrzyła na nie jak na idiotki.
- Tak- rzuciły równocześnie.
- Przeproście się.
- Najpierw niech ona odwoła to, co mówi o Michaelu.
- No i wracamy do punktu wyjścia- jęknełam zrozpaczona. Dyrektorka zaśmiała się pod nosem.
- A ty, czemu tu trafiłaś?
- Kazałam im zamknąć mordy- oświadczyłam. Ona popatrzyła na mnie wzrokiem. " Nie dziwię sie".
- Dziewczęta. Też jestem fanka Michaela..- Zaczęła dyrektorka.
- Matko to jakaś epidemia- jęknęła Paris, opadając bezsilnie na oparcie krzesła.
- Niech pani kontynuuje- mruknęłam. Wtedy podszedł do mnie kot pani dyrektor. Nazywał sie Michael.

" Już wiesz, czemu".
Wzięłam go na ręce.
- Widzisz kotku. Kłócą się..
- Wracając na poprzedni tor.. Ja też jestem fanką Michaela, ale przez to nie kłócę się, z wszystkimi.
- Ona nazwała go pedofilem.
- To przesada!- Warknęła dyrektorka- Jak śmiałaś tak powiedzieć.
- OMG, kocie jesteśmy jedyni normalni- szepnęłam głaskając go po główce.
- On nigdy nie skrzywdziłby dziecka- oświadczyła dyrektorka.
- Pani dyrektor.. Miała pani je upomnieć, a nie sama wdawać się w kłótnię.
- zajmij sie kotem a nie marudzisz.
- Widzisz Michaelku. Nie kocha cię. Ale ja sie tobą zaopiekuje, co ty na to- polizał mnie w nos,- Czyli tak. Od dziś jesteś moim Michaelem Jacksonem. Takim słodką kicią.

Dopiero po godzinie, udało mi się uspokoić tą kłótnię. Dyrektorka, powiedziała, że dzięki temu mogę wracać szybciej do domu. Niestety musiałam zostawić Michaela z nimi. Moja kicia :(
- Do widzenia pani dyrektor- mruknęłam poprawiając torbę na ramieniu.
- Do widzenia Lili.
- Pa Michael!- Wyszłam na zewnątrz. 

Zamkneły się za mną drzwi. Pokręciłam rozbawiona głową. To była niezła wymiana zdań. Uśmiechałam się aż do momentu, kiedy moim ciałem wstrząsnął zimny dreszcz. Teraz byłam pewna, ze nie jestem sama. Światła zaczęły migać, i zrobiło się dziwnie zimno. Przetarłam rękoma ramiona, otulając się. Lecz to nie pomogło. Powoli sie odwróciłam i otworzyłam zaskoczona usta. Było tak zimno, ze dało sie robić dymki. Dolna warga zaczęła mi drgać, serce biło jak oszalałe. Nie wierzyłam w to, co właśnie zobaczyłam.


Przepraszam za błędy.

1 komentarz:

  1. Kot Michael? Dyrektorka idąca w zaparte w ochronie Michaela? No to sie porobiło. Według mnie Lili zachowała się rozsądnie. Usiadła po cichu i zaczeła bawić się " Michaelem". Bo po co sie wtrącać. BYłaby na celowniku wściekłych fanek i antyfanki. Co do Jessiego, cieszę się, ze moje drugie imie się pojawiło. ( Tak, własnie mam tak na imię. Dzięki mojej mamusi :) )
    Jestem ciekaw czy jess odegra jakąś specialna rolę w jej życiu.
    Z jednej strony lubie Lili a z drugiej działa mi na nerwy. Niby go nie ocenia, a w większość rzeczy wierzy. To smutne, że lubie wierzą w te kłamstwa.
    Pozdrawiam. Mike

    OdpowiedzUsuń