poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 4



Wiatr rozwiał moje długie włosy. Pomrugałam zaskoczona. Gdy mój wzrok przyzwyczaił się do światła rozejrzałam się dokoła. Skrzywiłam się, po czym wyplułam dwa źdźbła przypominające słomę. Leżałam na trawniku, pod drzewem w parku.
Zdziwiłam się, bo ostatnie, co pamiętam to spotkanie z Michaelem. Walnęłam się w kolano, po czym się skrzywiłam.
' To nie sen'
Obok mnie leżała moja torba, sięgnęłam po nią. Wszystko w niej było. Wyciągnęłam telefon. Nie było zasięgu. Zaklnęłam,  po czym dotknęłam tyłu mojej głowy, we włosy miałam wplątane liście. Westchnęłam poirytowana. Wyciągnęłam lusterko i się uważnie w nim przejrzałam. Nie wyglądałam nawet tak źle.
' Cholerny Jackson'
Klnąc w głowie na Michaela zaczęłam nerwowo się rozglądać. Nigdzie nie było Michaela, co nieźle mnie zaniepokoiło.
Podniosłam się z trawnika, po czym narzuciłam torbę na ramie.
' zaufać duchowi. Mi wali na mózg'
Zrobiło mi się trochę słabo, więc podtrzymałam się drzewa. Gdy trochę mi przeszło ruszyłam.
W parku było tylko kilka osób. Wyciągnęłam ponownie telefon by wybrać numer do taty.
- Taki numer nie istnieje.
Popatrzyłam zaskoczona na telefon. Wyłączył się.
Zaklnełam pod nosem i podbiegłam do pani  pieskiem.
- Przepraszam, wie pani, która godzina?- Spojrzała na zegarek a potem na mnie.
- Siódma trzydzieści.,
- Bardzo Pani dziękuje- przełknęłam ślinę.
- Dobrze się Pani czuje? Jest pani strasznie blada?
- Za dużo wrażeń- wyszeptałam siadając na ławce. Usiadła obok mnie.
- Może pójdziemy do mnie. Mieszkam nie daleko..Przebierzesz się- popatrzyła na moje pogniecione ubrania.
- Nie chce robić problemu.
- Proszę..Moja wnuczka odwiedza mnie raz na jakiś czas.
- Dlaczego?
- I tak Pani uwierzy.
- proszę mówić.
- Pracuje dla Michaela Jacksona- słysząc to nazwisko z jednej strony poczułam ulgę, z drugiej złość a z trzeciej...Chwila ona powiedziała pracuje?
- Och- tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić.- Muszę iść.
- Jakby coś się działo, koło parku jest taki blok. Mieszkam w klatce ' c' pod 15- posłała mi uśmiech i poszła. Ukryłam twarz w dłoniach.
' Co do kur, ...co się dzieje'
Nic się nie zgadzało. Numer mojego ojca nie istnieje, do tego...Co najważniejsze Jackson żyje! To głupota...Tu jest ukryta kamera.
Poczułam skurcz i usłyszałam jak burczy mi w brzuchu. Westchnęłam, po czym wstałam idąc ścieżką do pobliskiego spożywczaka. Wzięłam sok pomarańczowy, paczkę gum, dwa jabłka, po czym, podeszłam do kasy.
- Coś jeszcze?
- Poproszę zwykłą bułkę.
- Razem 10 dolarów- oświadczyła z uśmiechem. Odwzajemniłam ten uśmiech, po czym zapłaciłam. Wrzuciłam rzeczy do torby i wyszłam.

Usiadłam przy stawie i zaczęłam jeść. A okruszki rzucałam kaczką. Wzięłam łyk soku pomarańczowego, po czym rozejrzałam się. Koło mnie przebiegła grupka dzieci. Włączyli adapter i zaczęli tańczyć. Rozpoznałam piosenkę Jacksona.
- Bad- wyszeptałam.
' Oj tak jestem zła. I to bardzo. Zapłacisz za to'
Wstałam i podeszłam do nich.
- Część- rzuciłam nieśmiało.
- Siemka.
- Jesteście fanami MJ?- Zagadnęłam.
- ta..On jest najlepszy...Kocham Beat It w ogóle uwielbiam wszystkie jego piosenki. A wykon Billie Jean na Motown...To cudo.
- Unbreakable jest jeszcze lepsza.
- Co to za piosenka.
- Michaela, stare dzieje- machnęłam ręką.
Dzieci popatrzyły po sobie, po czym jeden oświadczył:
- Michael nie ma takiej piosenki- przełknęłam ślinę.
' kolejny dowód na to, ze zaczęłam wariować'
- To ja uciekam- dodałam. Dzieci nie spuszczały ze mnie wzroku. Nawet usłyszałam jak jeden chłopak mówi ' Wariatka'
Czułam się niezręcznie.
' Gdzie ja do jasnej cholery trafiłam?'

Niemal cały dzień szwendałam się się po mieście, i gdy zapadł zmierzch dotarło do mnie, że nie mam, dokąd iść. Wtedy przypomniałam sobie starszą panią. Uśmiech wpełzł mi na usta.
' Ona mi pomoże'
Udałam się pod wskazany adres. Weszłam do klatki, po czym zaczęłam szukać numeru jej domu. Gdy w końcu znalazłam poczułam jakiś hamulec.
' Nawet jej nie znam. Jak to Będzie wyglądać?'
' Ona jest twoja jedyną nadzieją'
Westchnęłam i zapukałam.
Stałam już z dziesięć minut i już chciałam wracać, gdy drzwi mi otworzyła tamta staruszka. Uśmiechnęła się na mój widok.
- witaj.
- Dzień dobry- powiedziałam nieśmiało- Mogę wejść?- Przepuściła mnie w drzwiach.- Nie mam, dokąd iść i...
- jak to?
- Nie uwierzy pani.
- zaryzykuje.

PO chwili siedziałyśmy z herbatą, ja pod kocem, by się ogrzać opowiadając moją historię. Pani Tatiana, bo tak się nazywała słuchała mnie z zaciekawieniem.
- Wiem, ze pani uzna mnie za świra...Ale taka jest prawda.
- jesteś wnuczką Miley.
- Tak a skąd pani wie?
- Znamy się- popatrzyłam na nią zaskoczona- Patrząc na ciebie widziała ją...No i twoją mamę.
- Wie pani gdzie ona mieszka?
- Obecnie jej nie ma..Jest w Londynie- zaklnęłam po cichu pod nosem- Cała mama z ciebie.
- Ta...No właśnie..Kim ja mam być? Lili...Przecież ona urodziła się.
- Możesz być Lili...Ale przy twoich bliskich...Musisz zmienić nazwisko...
- Na panieńskie mojej mamy?
- Na razie będziesz moją ' wnuczką’, więc do czasu, kiedy nie wróci Miley masz mieszkać tu...Spróbuje się z nią skontaktować.
- To jest szaleństwo.
- Nie masz wyboru...Nigdy nie miałaś
- Nigdy- pokręciła głową- Więc to było ukartowane.
- To było twoje przeznaczenie.
- A Michael?
- On tylko pomaga się temu spełnić.
- To koszmar- zerwałam się podchodząc do okna.- To nie moje życie.
- Od dziś jest..
- A co z Lapto..
- Nauczysz się lepszego życia...Lili...Nie buntuj się...To ci nie pomoże...
- wrócę kiedyś?- Wzruszyła ramionami
- Pogadamy z twoją babcią..Może ona coś wymyśli.
- Przecież nie ma czegoś takiego jak magia.
- Ale jest takie coś jak przeznaczenie...- Westchnęłam.
- Który dzisiaj? 199..Który?

- 19 sierpnia 1988 roku...

Hej. Przepraszam za taką długą nieobecność, ale..za dużo się działo u mnie w życiu. Dowiedziałam się, ze moja mama jest ciężko chora, i rozumiecie? Wiem nie ma dla mnie wytłumaczenia, ale strasznie się o nią martwię. Notki mam napisane, do przodu, ale przyznam wam się, ze w ogóle nie wchodziłam na blogera.
Co do Dakoty..dałam ją ponieważ oglądałam z  nią trzy filmy i już powiem nie oglądałam 50TG. Czytałam książkę i...odstraszyło mnie to trochę...jedna moja koleżanka mówi, ze film fajny a druga, ze do dupy bo zwykłe porno... a wy jak uważacie...miałam obejrzeć go z moimi znajomymi, ale chce wiedzieć, an jakie piekło się pisze XD Czy film też jest tak ' okrutny' jak książka?
A co u was? Jak rok szkolny? Bo ja? Mam do nadrabiania, bo złapała mnie wstrętne grypsko. I jadę na antybiotykach.
A tak po za tym...podobała wam się notka?
A i postanowiłam, ze opowiadanie będzie nosić nazwę LIBERIAN GIRL. Bo to moja ukochana piosenka Michaela...kiedyś miałam bizka na punkcie Come Together..przez teledysk...no, ale mniejsza XD
Przepraszam za błędy.
Pozdrawiam
Cathy